Podaj adres email osoby, której chciałbyś polecić stronę:

Twoje imię
Email
   
kulturaviva logo
Ułatwienia

Anna German 

Łagodna, subtelna, skromna a przy tym małomówna. Jak bardzo brakuje nam dziś takiej artystki! Jakże brakuje nam Anny German... 14 lutego 2011 roku Anna obchodziłaby swoje 75. urodziny. W roku 2012 minie 30 lat od jej przedwczesnej śmierci.

Urodziła się w Azji, w dalekim Uzbekistanie. Los rzucił tam jej rodziców: ojca z Łodzi, matkę z Rosji, gdzie osiedli jej przodkowie z Holandii, a dokładniej z Fryzji. Do Polski mała Ania przyjechała mając 10 lat. Dopiero tutaj - najpierw w Szczecinie, potem w Nowej Rudzie - zaczęła uczyć się języka polskiego. Nie sprawiał jej najmniejszego kłopotu, gdyż miała słuch absolutny i świetną pamięć. Była poliglotką. Znała rosyjski, niemiecki, włoski, angielski i słabiej fryzyjski.

Była jedyną polską piosenkarką, która w tamtych czasach biegle władała tyloma językami.

Natura obdarzyła Annę nie tylko wspaniałym głosem, ale także talentem literackim i plastycznym. Można powiedzieć, że Anna była człowiekiem renesansu. Pięknie rysowała (chciała nawet zostać malarką), komponowała (chociaż nie miała wykształcenia muzycznego) i z ogromną lekkością pisała. Jej listy to małe arcydzieła. Jest także autorką wspomnieniowej książki "Wróć do Sorrento?..." i mądrego opowiadania dla dzieci, które - mam nadzieję - kiedyś zostanie opublikowane.

Chciała studiować w Wyższej Szkole Sztuk Pięknych we Wrocławiu, ale matka nakłoniła ją do zmiany decyzji. Wybrała więc geologię. Wprawdzie nigdy nie wykonywała wyuczonego zawodu, ale z ogromnym sentymentem wspominała okres studiów i ceniła wiedzę, którą wtedy zdobyła.

"Geologia, jak wiadomo, jest nauką o Ziemi - pisała po latach w swoich wspomnieniach. - Ale nie tylko o jej budowie, lecz także o jej wnętrzu. Aby zrozumieć procesy zachodzące w sercu wulkanów, na dnie oceanów i jeszcze głębiej, trzeba dobrze znać procesy zachodzące na powierzchni Ziemi, dotyczące samego człowieka, który, jak wiadomo, jest cząstką przyrody, Ziemi i ma wielki wpływ na jej kształt. Dlatego też wszystko, co ludzkie, musi być bliskie geologowi".

Na studiach była prymuską. Mimo iż w tym czasie nawiązała współpracę z wrocławskim teatrem studenckim Kalambur, nie zaniedbywała nauki. A miłość do malarstwa pozostała. Ilekroć Anna wyjeżdżała na koncerty i znalazła czas, szła do muzeum. Nadal też rysowała. A to portrecik na kawałku kartki lub kawiarnianej serwetce, a to coś zabawnego na kopercie...

Uwielbiała śpiewać, tańczyć, śmiać się. Kochała kwiaty, zwłaszcza czerwone róże, i drzewa.

Nie lubiła mówić o sobie. Najczęściej myślała i mówiła o innych.

obrazek

Anna German, fot. z archiwum Zbigniewa Tucholskiego

Była kobietą z klasą. Na jej nienaganne maniery, zachowanie, podejście do drugiego człowieka miało wpływ protestanckie wychowanie. Anna German była adwentystką, ale nie miała w sobie nic z fanatyzmu religijnego. Szanowała odmienność i wolny wybór. Nie dzieliła ludzi. W każdym starała się znaleźć dobro. Pomagała, usprawiedliwiała, wybaczała.

Los nie szczędził Annie nieszczęść. W sierpniu 1967 roku, u progu międzynarodowej kariery, uległa poważnemu wypadkowi na Autostradzie Słońca w Italii. Długie tygodnie, zakuta w gipsowy pancerz, walczyła o życie, a potem o powrót do zdrowia i śpiewania.

Zaskoczyła wtedy niezwykłym męstwem, optymizmem, siłą woli i walki. Kilkanaście lat później tej siły już jej nie wystarczyło... Nowotwór pokonał Annę odbierając ją światu w wieku 46 lat. Została pamięć i miłość tych, którzy ją kochali. Pozostały niezapomniane piosenki, wśród nich: Tańczące Eurydyki, Człowieczy los i Bal u Posejdona. Pozostał głos o niepowtarzalnej barwie. Głos, za którym tęsknią miliony wielbicieli Anny German w Polsce, Italii, Japonii i krajach byłego Związku Radzieckiego...

W Polsce Anna była znana przede wszystkim jako niezrównana interpretatorka piosenek nastrojowych. Jej bogaty repertuar zawiera także utwory rytmiczne, pogodne a nawet humorystyczne. Anna dobrze czuła się i w polskiej piosence lirycznej, i w rosyjskim romansie, i w ludowej neapolitańskiej, i w arii Scarlattiego.    

Kilka lat temu znajomy, który mieszka w Niemczech, chciał mi kupić płytę Anny. Długo szukał, aż w końcu znalazł... w dziale rosyjskim! Była to płyta wydana w Rosji, nic dziwnego, że niektórzy sądzą, iż Anna German jest rosyjską piosenkarką.

Rosjanie uważają ją za swoją. To tam powstał (i istnieje do tej pory) Międzynarodowy Klub Wielbicieli Anny German - Jesteś moją miłością. Tam zrealizowano wiele programów wspomnieniowych i filmów dokumentalnych. Tam wreszcie powstaje film fabularny o życiu Anny German. Nie zliczę ilości wydanych płyt CD i DVD oraz   koncertów poświęconych pamięci Anny...

W 1986 roku Międzynarodowe Centrum Planetarne w Cambridge w Stanach Zjednoczonych zarejestrowało odkryty przez Tamarę Smirnową niewielki asteroid pod nazwą annagerman, który  krąży wokół Słońca między Marsem a Jowiszem.

W uznaniu wybitnych zasług Anny dla kultury rosyjskiej w maju 2003 roku, przed salą koncertową Rosja w Moskwie, odsłonięto gwiazdę z jej nazwiskiem.

Uwielbienie w Związku Radzieckim towarzyszyło Annie przez wszystkie lata jej kariery.

W Rosji i na Ukrainie wciąż jest ikoną, a dla wielu mieszkańców tych krajów jest po prostu synonimem Polski. Dla nich Polska to... Anna German.

Jaką pozostała w oczach innych? W moich książkach "Największy elf świata. Wspomnienia o Annie German" (Warszawa 1999, Zielona Góra 2005) oraz "Tańcząca Eurydyka. Wspomnienia o Annie German" (Warszawa 2008) bliscy, przyjaciele i znajomi opowiadają o niej bardzo pięknie i ciepło.

Irena Santor (piosenkarka):

"Dobra koleżanka to za mało powiedziane. Była dobra dobrocią dojrzałego człowieka, który wiele przeżył. Jej śmierć nie tylko osierociła polską estradę. Zabrakło kogoś, kto wywierał na innych pozytywny wpływ.

W garderobie siedziała zawsze cichutko jak myszka, aż onieśmielała. W tym wypadku wywierała wpływ trochę destrukcyjny, bo przy niej nie można było powiedzieć niczego niestosownego. Po prostu nie wypadało! Jej obecność powodowała, że każdy trzymał się w ryzach. Trochę jakby nam matkowała.

Miała głos dźwięczny i czysty jak kryształ. Śpiewała perfekcyjnie, trafiając w dźwięk. Według głosu Anki można by stroić nie tylko fortepiany, ale nawet kamertony!"

Jerzy Ficowski (poeta, tłumacz):

"Wspominam ją jako Największego Elfa Świata, istotę najdelikatniejszą z delikatnych, a zarazem najdzielniejszą z dzielnych -  w życiu, które nie skąpiło jej ciosów i udręczeń. Nie znała chyba zawiści, nie próbowała nikogo zdominować, nawet swój wzrost [184 cm - przyp. M.P.] traktowała wstydliwie jako rodzaj... nietaktu.

Była niezwykle muzykalna, zamiast duszy miała muzykę, nie śpiewała, ale grała na swych strunach głosowych jak nikt. To był cudowny instrument o rzadko spotykanej doskonałości".

Miriam Aleksandrowicz (reżyser dubbingu):

Jaki obraz Ani German utrwalił się w mojej pamięci? Uśmiechniętej, łagodnej i nieprawdopodobnie ciepłej kobiety.

Kiedy była w ciąży i siedziała w domu, skomponowała melodie do kilku tekstów rosyjskich. Pamiętam, że silnie działały na moją wyobraźnię - wyzwalały niemal baśniowe obrazy. Gdybym poznała Anię wcześniej, myślałabym, że jest wróżką. Zaczarowywała mi świat "za grosiki marzeń". Uwielbiałam ją. Do Ani German chodziło się w nagrodę!".

Halina Jastrzębska-Marciszewska (operator dźwięku):

"Ania miała muzykalność i jednorodność w głosie. Potrzebny był jej konsultant. Mogłaby się pełniej rozwinąć muzycznie i odczuwałaby wówczas większą satysfakcję. Nie miała od kogo się uczyć, bo to ona górowała talentem nad otoczeniem. Głosem nie miała sobie równej. I nie ma do dzisiaj".

Mariola Pryzwan



powrót